Audycja z "The Omen Suite"
«1998-12-19»
Trójka Pod Księżycem

Komentarz

Jerry Goldsmith - Omen Suite - Muzyka z Trzech Omenów kompozycja nazwana w ten sposób przez Tomasza. 
Składa się z następujących części: 
a. Temat przewodni z częsci III "Omen III: The Final Conflict" 
b. Ave Satanis z cześci I "The Omen" 
c. Temat Przewodni z częsci II "Omen II" 
d. Finał z części III "Omen III: The Final Conflict"

Audycja dzięki

Jakub L. - komentarz - treści komentarzy

Wojtek z Łodzi - opis - opracowanie

Marek Ochocki - opis - pomoc

chaos_man - opis - uzupełnienie

chaos_man - pochodzenie

J.Sulisławski - pochodzenie

Nieznajomy - pochodzenie - uzupełnienia

Opis

1. Sygnał Trójki

2. The Sisterhood - Rain From Heaven

3. Komentarz Tomasza

Gdy woda przelewa się przez most
My kroczymy po zatopionej ziemi
I zapominamy przebaczając
Deszcz z niebios

Rok się kończy, trwa grudzień, święta zapasem, a tu znowu deszcz zamiast śniegu. Miejmy nadzieję, że anomalie atmosferyczne jakoś wyrównają się do czwartku, bo gwiazdka bez śniegu świeci trochę głupio, tak więc teraz coś z zupełnie innej beczki.

 

4. Salvatore Adamo - Tombe la neige

5. Komentarz Tomasza

Tak miałem dziś Państwa przywitać przed powitaniem - Salvatore Adamo - "Tombe la neige" - "Pada śnieg". Piosenka, w której zawarte jest moje wspomnienie osoby najbliższej, która już nigdy nie spędzi ze mną świąt. Jeszcze we wrześniu zapowiedziałem, że tej piosenki posłuchamy przed końcem roku, najlepiej w grudniu. Mama bardzo ją lubiła. To moje najstarsze, muzyczne wspomnienie z dzieciństwa. Szkoda, że śnieg naprawdę w tej chwili nie pada. A teraz moje największe, muzyczne skojarzenie ze świętami od piętnastu lat.

 

6. Emerson, Lake & Palmer - Jerusalem

7. Sygnał audycji

Dobry wieczór.

 

8. Colin Bass - Denpasar Moon

9. Komentarz Tomasza

Wita Państwa Tomasz Beksiński. To był utwór "Denpasar Moon" i wykonał go niejaki Colin Bass. Państwo już znają na pamięć płytę "An Outcast of the Islands", bo Piotr Kosiński prezentował ją od początku do końca i od końca do początku, a nawet przed tygodniem zapoznał tych z Państwa, którzy nie mieli okazji pojechać do Poznania na koncert z fragmentami koncertu promocyjnego, który odbył się na początku grudnia tamże. Colin Bass, bardzo piękna płyta, to jest mój absolutnie ulubiony utwór i nie mogłem sobie odmówić przyjemności posłuchania go z Państwem dziś, tym bardziej że na pewno do tej płyty znowu powrócimy wspólnie już z Piotrem Kosińskim za tydzień, bo jeśli Państwo jeszcze nie wiedzą, to informuję, że za tydzień nasza wspólna noc od północy do siódmej rano. Będziemy więc razem tutaj przez siedem godzin i Piotr między innymi zapowiedział taki konkurs na płytę roku, myślę, że będziemy już znali jego wyniki za tydzień. Tak więc wszelkie podsumowania, wszelkie wspomnienia, wszelkie przesłuchania ulubionych utworów z naszych ulubionych płyt z tego roku pozostawię sobie na przyszłą sobotę, na przyszłą noc z soboty na niedzielę. Natomiast dziś, dziś postanowiłem posłuchać z Państwem kilku utworów, których od pewnego czasu bardzo chciałem z Państwem posłuchać, nie będą to koniecznie rzeczy nowe, choć też kilka nowych się znajdzie. Przed chwilą był księżyc, tak więc niech teraz zawieje wiatr, "Wiatr z Karpat".

 

10. XIII. Století - Vítr z Karpat

11. Komentarz Tomasza

"Vítr z Karpat", czyli "Wiatr z Karpat", zespół XIII. Století - XIII Stulecie, płyta "Ztraceni v Karpatech", czyli "Zagubieni" albo "Zgubieni", albo "Zabłąkani w Karpatach". Płyta, która ostatnio naprawdę towarzyszy mi praktycznie codziennie o różnych porach, głównie rannych, kiedy się budzę i chcę nabrać energii do tego, aby wstać i jakoś rozpocząć nowy dzień, to zawsze zaczynam od utworu otwierającego tę płytę, a czasami od utworu ją zamykającego. I ten właśnie utwór ją zamykający był tematem zagadki, którą Państwu zadałem przed tygodniem, przed dwoma tygodniami, utwór nazywa się "Elizabeth" i pytałem, jaka to Elizabeth. Otrzymałem, poza jedną, same poprawne odpowiedzi, co niezmiernie mnie ucieszyło. Zacznę od tej niepoprawnej od Anny z Gdańska, nie, to nie była Elizabeta z "Draculi" Coppoli, nie, to nie była żona hrabiego Draculi, absolutnie. To była niejaka Elżbieta Batory, hrabina, o której napisał Jarek Borkowski z Olsztyna, urodzona w 1560, zmarła w 1603. Księżna z Siedmiogrodu mordowała, ona na swym zamku, dziewczęta, by pić ich krew i uzyskać wieczną młodość, a także kąpała się w niej. Elżbieta została zamurowana w jednej z tajemnych komnat owego zamczyska i karmiona przez wąski otwór w murze, zmarła po kilku latach w sierpniu 1614, nagle bez światła i krzyża. Znaczy się zmarła w 1614, natomiast panowała w latach 1560-1603, później została już za swoje zbrodnie odsunięta i zamknięta w tymże zamku. Postać dosyć barwna, dosyć niesamowita i no może niekoniecznie poświęcono jej wiele utworów, chociaż Państwo tutaj pisali, że są nawet całe płyty jej poświęcone, ja akurat niestety nie miałem okazji się z nimi zetknąć, ale obejrzałem niezliczoną ilość filmów, w których z Elżbiety Batory zrobiono wampira. Zupełnie niesłusznie, ponieważ pani ta nie miała nic wspólnego z wampirami, po prostu gdzieś jej się przyśniło, że jeśli będzie się kąpać w krwi dziewic, koniecznie musiałby to być dziewice, to zachowa wieczną młodość i będzie zawsze piękna, a podobno była nieprzeciętnej urody. No cóż, jeden z filmów nakręcony przez moją ukochaną wytwórnię Hammer, poświęcony tej pani, nazywa się nomen omen "Countess Dracula", czyli "Hrabina Dracula". Dostałem też bardzo intrygujący list od tajemniczej Marii z Poznania, która pisze, że Elżbieta Batory ją prześladuje. No cóż, różnie bywa.

 

12. XIII. Století - Elizabeth

13. Komentarz Tomasza

"Elżbieta Batory, niektórzy mówią, że zginęła zamurowana w swym zamku, jakby w ten sposób miała odpokutować za liczne morderstwa, których się dopuściła. Moim zdaniem jednak zginął tam ktoś inny, czasem czuję jej wzrok na sobie, lecz gdy odwracam głowę, nikogo nie ma, mimo iż kątem oka dostrzegam ruch. Jak długo będziesz bawić się ze mną w kotka i myszkę, Elżbieto?" Tak pisze Maria z Poznania. No cóż, droga Mario, mam nadzieję, że nie będziesz się kąpać w krwi panienek, kiedy dojdziesz do wniosku, że Twoja uroda zaczyna przemijać, bo później, kiedy zostaniesz za to zatrzymana, po nitce do kłębka dojdą do mnie i też będę musiał za te Twoje zbrodnie odpowiadać, tak więc nie daj się za bardzo opętać duchowi hrabiny Batory. Nawiasem mówiąc, serdecznie dziękuję za zdjęcie i dziękuję za list na temat "Reptile'a". W ogóle wszystkim z Państwa bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszelkie uwagi na temat "Kobiety węża", chociaż spodziewałem się, że nie wszyscy podejdą do tego filmu tak entuzjastycznie i na kolanach jak ja, ale słusznie i ktoś z Państwa zauważył, że ja oglądam ten film oczami jedenastolatka i tak chyba już zawsze będzie. Cieszę się jednak, że wyczuli Państwo tę atmosferę, która no sprawia, że nas historia Anny Franklyn zdecydowanie wciąga. Maria napisała mi także, że po chyba obejrzeniu tego filmu, kilka dni później, przeżyła coś bardzo interesującego, mianowicie słuchała kasety z muzyką i spacerowała po pokoju i nagle zobaczyła, spojrzała w lustro i zobaczyła w lustrze twarz, która nie była wcale jej twarzą. Maria pisze tutaj: "Jeśli Pan wie, co mam na myśli". Tak, wiem dobrze, co masz na myśli, wiem świetnie, ja przechodziłem to w dzieciństwie na okrągło, bałem się nawet przejść przez mroczny przedpokój. Natomiast otrzymałem na temat "Reptile'a" kilka pytań od Urszuli z Białegostoku, są to dosyć interesujące pytania, spróbuję wyjaśnić wątpliwości. Mianowicie kim był Malajczyk? No cóż, Malajczyk był po prostu przedstawicielem sekty "Ludzi węży", której tajemnicę odkrył wbrew ich woli Dr Franklyn i jego zadaniem było dopilnować, aby doktor nigdy nie był wolny, to znaczy, aby do końca życia nie zapomniał, że dopuścił się czegoś, czego mu nie było wolno dokonać. Jego córka została zamieniona w kobrę, zamieniała się w kobrę od czasu do czasu i zabijała ludzi, a odpowiedzialność za to spadała na sumienie storturowanego Dr Franklyna. Zastanawiałem się sam, dlaczego Malajczyk również nie zamienił się w węża, ale myślę, że to by troszeczkę skomplikowało akcję. "Dlaczego Dr Franklyn wykonywał jego polecenia?" No to już chyba się wyjaśniło. I jeszcze jedna interesująca sprawa. Pytanie brzmi: "jak naprawdę było z listami, które otrzymali Charles i Harry Spalding?" "Kto je napisał i w jakim celu?" Najprawdopodobniej napisał je Malajczyk, ale może również napisała je Anna. Kiedyś czytałem takie dosyć interesujące opracowanie na ten temat, z którego wynikało, że Anna, kiedy odczuwała, miała ochotę na jednego z bohaterów, w tym momencie właśnie zamieniała się w węża i wabiła go, on przychodził no i był gryziony. To była taka erotyczna jak gdyby część filmu, niedopowiedziana, ale jeżeli ktoś chciał się zastanowić to, to było chyba jedyne wytłumaczenie. A jeśli chodzi o Hammer Horrory, proszę Państwa, cieszę się, że nie ja jeden je lubię. Cieszę się też, że bardzo lubiła je i myślę, że lubi nadal Kate Bush.

 

14. Kate Bush - Hammer Horror

15. Komentarz Tomasza

"Hammer Horror" i Kate Bush, to był jej przebój z 1978 roku. Dość szybko nagrała wtedy drugą płytę, po sukcesie pierwszej, po wielkim sukcesie utworu "Wuthering Heights" no i niestety tak się już ładnie nie powiodło wtedy, chociaż ta kompozycja znakomicie wieńczy drugi jej solowy album, drugi jej album w ogóle pod tytułem "Lionheart". "Hammer Horror". Jeszcze o "Kobiecie wąż" kilka słów. Dostałem od Henryka Nosferatu bardzo interesujący tutaj taki wywód na temat tego, co mogłoby być, gdyby było. Henryk pisze: "Stosując dzisiejsze kryteria oceny, film jest rzeczywiście skromny, ale to jest jego zaletą. Gdyby "Reptile'a" nakręcono dzisiaj, dzieło to smakowałoby jak martwy krab z mielonką i sosem ze zdechłego szczura. Gadzia twarz nie mogłaby w tym przypadku przerażać, ponieważ wyglądałaby jak jakieś zwierze z "Parku Jurajskiego", do tego stopnia byłaby komputerowo." I tutaj nie powiem jakiego słowa Henryk użył, bo jest to słowo niecenzuralne, w każdym razie, jak Państwu sądzą, co byłaby komputerowo. "Na napisach końcowych leciałby jakiś przebój rapowy, a całą zagadkę rozwiązałby nie normalny człowiek, ale jakiś super glina z FBI za pomocą superkomputera CPI 2000, uwagen zostałby wezwany do domu Kobiety węża e-mailem lub telefonem komórkowym. Po nieudanej próbie zaatakowania agenta, który również nosiłby twardy kołnierzyk, gad zostałby załatwiony przez brygadę FBI łącznie z całym budynkiem. Nie muszę chyba dodawać, iż cała akcja rozgrywałaby się w USA". No cóż, ja dodam od siebie, że film niewątpliwie jeszcze zostałby szybko wyemitowany przez telewizję Polsat, o której dzisiaj przeczytałem kolejną, wspaniałą opinię w Gazecie Telewizyjnej i cieszę się, że jest jeszcze ktoś, kto tej telewizji nie lubi. Proszę Państwa, mam dla wszystkich, którzy napisali coś zarówno na temat "Kobiety wąż" jak i oczywiście prawidłowo odgadli Elżbietę Batory, mam nagrodę pod postacią skomponowanej przez samego siebie suity z muzyki Jerry'ego Goldsmitha do wszystkich trzech "Omenów", to tak w związku ze zbliżającymi się świętami. Ale ta suita w całości zmieścić się nam może dopiero w następnej godzinie, więc muszą Państwo na to wydarzenie jeszcze troszkę poczekać. Natomiast teraz grupa The Gallery i jeszcze jeden utwór z płyty "Fateful Passion" jakiej słuchaliśmy dwa tygodnie temu, tego utworu wtedy nie słuchaliśmy, dziś nadszedł jego czas - "This Urgent Denial".

 

16. The Gallery - This Urgent Denial

17. Komentarz Tomasza

Grupa The Gallery i to był utwór "This Urgent Denial" z albumu "Fateful Passion". Jeszcze jeden list tu leży przede mną, z którego kawałek muszę Państwu przytoczyć, bo bardzo mnie ten kawałek ucieszył. Robert z Wisły również rozwiązał prawidłowo zagadkę o Elżbiecie Batory, wspomniał też, że była ona kuzynką naszego króla Stefana Batorego. Ot ciekawy zbieg okoliczności, prawda? "Jak głosi legenda, na jej rozkaz zaszlachtowano sto dwadzieścia dzierlatek" - pisze Robert. "Założę się, że w piekle obok kociołka z siarką, w którym obecnie pluszcze się Elżunia, stoi czechosłowackie radio marki Tesla, a mroczna hrabina przeżywa chwile rozkoszy już tylko wtedy, kiedy słucha sobotnich "Trójek pod księżycem". No i to mi się bardzo podoba, nie wiem, czy Państwo pamiętają taki polski horror, który nazywał się "Wilczyca", kiedyś jego najkrótsza recenzja brzmiała: Bóg, horror i ojczyzna. Na płycie XIII Stulecia jest utwór "Vlčí žena", czyli właśnie "Wilczyca".

 

18. XIII. Století - Vlčí žena

19. Komentarz Tomasza i sygnał serwisu Trójki (1:00)

Niechaj wilcze demony zostaną z Państwem do końca naszego dzisiejszego spotkania. Za chwilę troszkę inna muzyka, ale teraz ponieważ minęła godzina pierwsza... serwis Trójki.

 

20. Serwis Trójki (Jerzy Bokłażec)

21. Komentarz Tomasza

Który przygotował i przedstawił Jerzy Bokłażec.

 

22. Sygnał Trójki

23. Emerson, Lake & Palmer - I Believe in Father Christmas

24. Komentarz Tomasza

Greg Lake - "I Believe in Father Christmas" - "Wierzę w świętego Mikołaja" albo "Wierzę w Aniołka", bo u nas akurat, przynajmniej mnie tak wychowywano w dzieciństwie, że święty Mikołaj przychodzi na początku grudnia, a Aniołek dostarcza prezenty pod choinkę. I to jest zdecydowanie gwiazdkowy utwór Grega Lake'a też sprzed kilku... sprzed wielu, wielu lat, sprzed no dwudziestu... dwudziestu ilu? Dwudziestu trzech lat, tak, '75 rok to był. Wtedy jednak nie usłyszałem tej kompozycji w okresie świąt i dlatego, mimo że jest to bardzo, bardzo, bardzo świąteczny utwór, nie on jakoś tak przywołuje mi atmosferę Bożego Narodzenia, choinki i te klimaty, tylko kompozycja grupy Emerson, Lake & Palmer - "Jerusalem", której słuchaliśmy przed godziną. Tak się to bowiem złożyło, że kiedyś w Programie Trzecim, bodajże w '73 roku, ta płyta pojawiła się na kilka dni przed wigilią i to była właśnie ostatnia płyta, jakiej przed świętami słuchałem. Proszę Państwa, Piotr Kosiński powiedział przed tygodniem, że jego ulubiony wokalista numer jeden to Peter Gabriel, a numer dwa Paul Rodgers, a mój ulubiony wokalista numer jeden to Greg Lake. I powinienem się cieszyć, że właśnie pojawiła się nowa płyta zespołu Emerson, Lake & Palmer, ale się jednak nie cieszę, bo jest to kolejny album koncertowy, nazywa się "Now & Then", i zawiera kilka nagrań z '74 roku z takiego koncertu "California Jam" oraz bardzo wiele utworów z ostatniej trasy koncertowej z lat '97-'98. Wszystkie te utwory albo prawie wszystkie już w różnych wersjach koncertowych słyszeliśmy wcześniej. Płyta posiada jedną podstawową wadę, jest to dwu-kompaktowy zestaw, mianowicie oklaski są wyciszane po każdym utworze, co może doprowadzić do szału słuchacza wczuwającego się w atmosferę koncertu. I właściwie tylko dwie pozycje tutaj naprawdę mogą kolekcjonera i fana zainteresować, a konkretnie utwór "A Time and a Place", którego jak sam Greg Lake powie za chwilę, panowie Emerson, Lake i Palmer nigdy nie wykonywali wcześniej na żywo oraz dosyć intrygujące połączenie kompozycji King Crimson - "21th Century Schizoid Man" z utworem "America" z repertuaru zespołu The Nice. I teraz w związku z tym, że Greg Lake zaintonował pieśń o świętym Mikołaju, a ja troszkę spróbuję się pobawić dzisiaj w świętego Mikołaja i kilka Państwa życzeń spełnić, muzycznych oczywiście, to Greg Lake teraz zaśpiewa "A Time and a Place", "21th Century Schizoid Man", a panowie Emerson i Palmer będą mu towarzyszyć, grając na instrumentach klawiszowych i perkusji. Keith Emerson szczególnie popisze się w ostatniej kompozycji "America". To są fragmenty najnowszej płyty Emerson, Lake & Palmer zatytułowanej "Now & Then".

 

25. Emerson, Lake & Palmer - A Time and a Place

26. Emerson, Lake & Palmer - 21th Century Schizoid Man/ America

27. Komentarz Tomasza

Keith Emerson, Greg Lake i Carl Palmer - "Now & Then" albo "Then & Now" właściwie sam już nie wiem, jak ta płyta się nazywa, chyba jednak "Then & Now". Ostatnio lubię sam wszystko przekręcać albo samo mi się przekręca w związku z tym czasami, tak jak dwa tygodnie temu, lubię zaczynać audycję od tyłu na przykład. No cóż, proszę Państwa, niespodzianki chodzą po ludziach, a ja zaczynam je coraz bardziej lubić. Myślę, że sporą niespodzianką będzie teraz dla Państwa prezent, dla tych wszystkich, którzy prawidłowo odgadli nazwisko Elżbiety, Elżbieta Batory i którym podobała się bądź nawet nie podobała, ale zechcieli o tym napisać - "Kobieta wąż". Jerry Goldsmith będzie autorem muzyki, która przez kilkanaście minut, mniej więcej piętnaście do szesnastu, będzie nam teraz towarzyszyć. Będzie to dość niesamowita muzyka mianowicie tematy z wszystkich trzech filmów z serii "Omen", to tak w ramach naszych, naszych utworów "spoza pogranicza rocka". Czasami bawiliśmy się w ten sposób i myślę, że nadal będziemy to kontynuować, tym bardziej że jest to muzyka bardzo zapadająca gdzieś głęboko w duszę i już nam później towarzyszy, czasami wręcz nawiedza. Ostatnio od kilku dni non stop chodzi mi po głowie motyw przewodni z trzeciej części "Omena", która może jako film nie jest najlepsza, ale muzyka tutaj jest po prostu genialna. Dlatego też właśnie od "The Final Conflict", czyli tego "Ostatecznego konfliktu" zaczniemy, będzie to najpierw motyw przewodni, później "Ave Satani" - motyw przewodni z pierwszego "Omena", później melodia tytułowa z filmu "Damien: Omen II" i na zakończenie "The Final Conflict" - finał trzeciej części. Dlaczego tak? Sami Państwo zrozumieją, gdy Państwo usłyszą i proszę bardzo nadstawić uszu, bo to jest muzyka przez duże M.

 

28. Jerry Goldsmith - Main Title - Omen III: The Final Conflict (1981) - temat przewodni

29. Jerry Goldsmith - Ave Satani - The Omen (1976) - temat z filmu

30. Jerry Goldsmith - Main Title - Damien: Omen II (1978) - temat przewodni

31. Jerry Goldsmith - The Final Conflict - Omen III: The Final Conflict (1981) - finał

32. Komentarz Tomasza

Jerry Goldsmith i muzyka z trzech "Omenów". Nazwałem tę kompozycję "The Omen Suite", bo zmontowałem ją sam dla Państwa z trzech różnych płyt, każda zawiera muzykę do każdego z filmów. Po kolei: najpierw tak zwany temat przewodni z części trzeciej, później "Ave Satani" z części pierwszej, temat przewodni z części drugiej i na zakończenie finał części trzeciej - "The Final Conflict". Jerry Goldsmith jest autorem muzyki do wielu, wielu, wielu filmów i czasami potrafi stworzyć naprawdę niepowtarzalne arcydzieło. Być może pamiętają Państwo przed rokiem, słuchaliśmy fragmentów jego muzyki do "Rycerza króla Artura", też zrobiona z takim samym rozmachem i z chórem oczywiście. A skoro jesteśmy przy muzyce filmowej i przy takiej trochę diabelskiej tematyce, będzie to utwór z listy tak zwanych "utworów poszukiwanych". I tutaj wkładam na siebie strój świętego Mikołaja łącznie z długą, białą brodą i na czyjeś życzenie, już nie pamiętam na czyje życzenie, to było dawno temu, ale mam ten utwór zanotowany. "57 ulica" - James Newton Howard jest autorem tej kompozycji, a muzyka pochodzi z filmu "Adwokat diabła".

 

33. James Newton Howard - 57th Street - Adwokat Diabła (1997) - muzyka z filmu

34. Komentarz Tomasza

Sądzę, że teraz już Państwo wiedzą, dlaczego tak bardzo lubię różne filmy o tematyce wampirycznej i diabelskiej. Bardzo często bowiem muzyka do tych filmów jest właśnie taka, z dużym rozmachem zrobiona, z udziałem chóru no po prostu muzyka, którą lubimy. I przy okazji, nawet jeśli film nie jest specjalnie fascynujący, to dobrze się go ogląda, chociaż w przypadku "Adwokata diabła" powiedzieć trzeba, że to chyba jeden z najlepszych filmów kończącego się roku. I skoro jesteśmy przy filmach, to tradycyjnie idziemy teraz do kina z Eddiem, z tym że towarzyszyć nam będzie najpierw oryginalny motyw przewodni z filmu, który razem z Eddiem dzisiaj obejrzymy. A filmie w rolach głównych Clint Eastwood i Richard Burton, film nazywa się "Tylko dla orłów".

 

35. Ron Goodwin - Main Title - Where Eagles Dare (1968) - motyw przewodni

36. Iron Maiden - Where Eagles Dare

37. Komentarz Tomasza

"Tylko dla orłów" - "Where Eagles Dare" i zespół Iron Maiden. Państwo wiedzą, że Steve Harris jest wielkim, wielkim, wielkim kinomanem i chyba na każdej płycie zespołu Iron Maiden jest przynajmniej jeden utwór zainspirowany jakimś filmem. Ta kompozycja pochodzi z albumu czwartego - "Piece of Mind". Tak nawiasem mówiąc "Tylko dla orłów" to jeden z tych rozrywkowych, sensacyjnych obrazów, które można oglądać nawet w święta, bo mimo to, że jest efektowny i bardzo dramatyczny to sceny strzelanin i bójek są pokazane z pewnym wyczuciem. Mam nadzieję, że podczas tegorocznych świąt wszelkie telewizje zaoszczędzą nam trochę kopania w szczękę, wypruwania flaków, łamania piszczeli i dziurawienia kulami z pistoletów maszynowych o godzinie dwudziestej w czasie najlepszej oglądalności. My tłumacze otrzymujemy wtedy tak zwanych prikaz, żeby złagodzić język, więc nie można kląć w tych filmach, bo idą o godzinie dwudziestej, ale cóż z tego, przemoc pozostaje, krew sika strumieniami i nikomu to nie przeszkadza, że zaraz po wigilijnej kolacji mogą sobie tego rodzaju mordobicia oglądać. O tym zresztą opowiada piosenka grupy Genesis - "Blood on the Rooftops", czyli "Krew na dachach".

 

38. Genesis - Blood on the Rooftops

39. Komentarz Tomasza

Życzę Państwu i sobie naprawdę efektownych, rozrywkowych filmów podczas świąt, ale takich, które naprawdę przy takiej okazji można oglądać bez uczucia wstrętu i takiego wewnętrznego buntu, który niestety ogarnia człowieka już prawie przy każdym współczesnym filmie sensacyjnym. Bo nie chodzi tu już nawet o język, język jakikolwiek jest, to nie szkodzi, ale sceny mordowania, strzelania i zabijania są pokazywane moim zdaniem wręcz przesadnie wyraziście. Ten utwór, który teraz się pojawi, kojarzy mi się ze świętami, bo kiedyś usłyszałem go w Programie Trzecim też gdzieś w okolicach gwiazdki i wtedy usłyszałem go po raz pierwszy, chociaż to już było wiele lat po jego premierze. Zespół nazywa się Omega, a utwór "Dziesięć tysięcy kroków".

 

40. Omega - Tizezer Lépés

41. Komentarz Tomasza i sygnał serwisu Trójki (2:00)

Węgierska Omega i "Dziesięć tysięcy kroków". Minęła godzina druga. Serwis Trójki.

 

42. Serwis Trójki (Jerzy Bokłażec)

43. Komentarz Tomasza

Który przygotował i przedstawił Jerzy Bokłażec. Następny serwis w Programie Trzecim o piątej rano.

 

44. Sygnał Trójki

45. Black Sabbath - Rock 'n' Roll Doctor

46. Komentarz Tomasza

Black Sabbath i "Rock 'n' Roll Doctor". Święty Mikołaj Nosferatu pozdrawia doktora Wojtka i w ogóle rockandrollowych doktorów z Leska. I w ramach prezentów grupa nazywa się Master's Apprentices, doktor Wojtek prosił o tę płytę, płyta już jest. Utwór nazywa się "Games We Play" część pierwsza i część druga. Australijki zespół Master's Apprentices.

 

47. The Master's Apprentices - Games We Play - Part I

48. The Master's Apprentices - Games We Play - Part II

49. Komentarz Tomasza

Kawał niesamowicie piękne muzyki w wykonaniu zespołu z Australii - Master's Apprentices, czyli Uczniowie mistrza albo Apostołowie mistrza. Zespół, który powstał w '65 roku, dwie pierwsze płyty nagrał w Australii, a dwie następne, na początku lat siedemdziesiątych, w Wielkiej Brytanii. To był utwór "Games We Play" w dwóch częściach, oryginalnie wydany na płycie numer cztery wydanej w '71 roku - "Toast to Panama Red". To był właściwie utwór, można powiedzieć, z naszego piwnicznego archiwum i skoro już w nim jesteśmy, a o ten utwór prosił, w ogóle o tę płytę, o ten zespół, prosił doktor Wojtek to teraz z "muzycznego archiwum piwnicznego" jeszcze jedna pozycja, też z '71 roku. Zespół, którego mniej więcej rok temu słuchaliśmy - Kin Ping Meh, co znaczy podobno Gałązka... Kwitnąca Gałązka Śliwki w Złotej Wazie, po chińsku to tak znaczy. Zespół jest niemiecki jak najbardziej i to będzie utwór, który nazywa się "Fairy Tales", czyli "Baśnie", trwa prawie dziesięć minut i pochodzi z albumu "Kin Ping Meh".

 

50. Kin Ping Meh - Fairy Tales

51. Komentarz Tomasza

Niemiecka grupa Kin Ping Meh, co podobno po chińsku znaczy Kwitnąca Gałązka Śliwki w Złotej Wazie. Utwór "Fairy Tales", czyli "Baśnie" z debiutanckiego albumu z roku 1971, to było nasze "piwniczne archiwum" imienia Jacka Leśniewskiego. Natomiast za chwilę, za chwilę utwory, kilka utworów, o których mówiłem Państwu, że chciałem ich z Państwem posłuchać od pewnego czasu. Zanim to jednak nastąpi, przypominam raz jeszcze, że za tydzień wydarzyć się tutaj może wszystko i przypuszczalnie się wydarzy, bo "Trójka pod księżycem" od godziny 0:00 do siódmej rano i będziemy tu obydwaj, ja i Piotr Kosiński. Tak więc muzyka ze wszystkich praktycznie gatunków, którymi... w których specjalizujemy się, gdy jesteśmy tutaj z Państwem solo. Pomieszamy to wszystko, zrobimy naprawdę niesamowitą zupę czarownic, tak więc zapraszam zdecydowanie i bardzo serdecznie. A teraz chyba po raz trzeci w naszych wspólnych spotkaniach grupa Dust, to będzie również rok 1971. Płyta bardzo rockowa. Płyta z dużym wykopem zrealizowana i zawierająca wśród siedmiu kompozycji jedną prawdziwą perłę, utwór nazywa się "From a Dry Camel". Grupa Dust.

 

52. Dust - From a Dry Camel

53. Komentarz Tomasza

Rockowe trio Dust i utwór "From a Dry Camel", rok 1971, płyta "Dust" z dosyć intrygującą okładką, przedstawia bowiem trzy zasuszone mumie, natomiast z tyłu okładki jest wielbłąd, stąd wniosek, że nawet członkowie zespołu uznali, że ten właśnie utwór wymaga jakiegoś wypunktowania. Proszę Państwa i teraz będzie kompozycja, której kiedyś słuchaliśmy bardzo, bardzo dawno temu, nie wiem, może chyba tylko raz to było bodajże w '92 roku, kiedy ta płyta wreszcie ukazała się w wersji kompaktowej. To album z roku '73 zatytułowany "The Fall of Hyperion", a jego autorem jest niejaki Robert John Godfrey. Później przez kilka lat lider zespołu The Enid, zespołu dosyć mało znanego i nie zawsze tak ciekawego, jak to, co sam pan Godfrey stworzył na swojej jedynej, solowej płycie, którą myślę, że można w porywach porównać do Refugee co najmniej, chociaż to muzyka zdecydowanie trudniejsza, ale tej samej klasy i z tym samym rozmachem zrobiona. Z tej płyty suita, która ma prawie piętnaście minut i nazywa się "Daemon of the World", czyli "Demon świata". Alchemik, badając kamień filozoficzny i kabały nagle z prochu w swoim piecu wskrzesza niesamowitego demona, który rozsadza piec, wyskakuje, rzuca się na niego, alchemik traci przytomność. Pojawia się anioł, który ratuje jego duszę, przepędza demona z powrotem w czeluść piekielną, a alchemik zmartwychwstaje. Tak w skrócie można streścić ten utwór. Robert John Godfrey gra na różnych instrumentach klawiszowych, towarzyszą mu wokalista i autor tekstu - Christopher Lewis, na gitarze basowej - Neil Tetlow, a na gitarze - Jim Scott. A więc "The Fall of Hyperion" to tytuł płyty, "Daemon of the World" to tytuł utworu. Robert John Godfrey to wykonawca.

 

54. Robert John Godfrey - The Daemon of the World

- The Arrival of the Phoenix - Across the Abyss - The Daemon - The Wanderer - IHS - Tuba Mirum

 

55. Komentarz Tomasza

Myślę, że ten utwór wprowadził nas w bardzo podniosły nastrój. Robert John Godfrey tak nazywał się wykonawca, śpiewał Christopher Lewis, a Robert John Godfrey grał na wszelkich instrumentach klawiszowych. Z płyty "Fall of Hyperion" - "Deamon of the World" - "Demon świata", to była właściwie suita składająca się z sześciu części: "Arrival of the Phoenix", czyli "Przybycie Fenixa", "Across the Abyss" - "Przez otchłań", "The Deamon" - "Demon", "The Wanderer" - "Wędrowiec", "IHS" i "Tuba Mirum". Kompozycja przez duże K, muzyka przez duże M, tak zwany wielki utwór. Już dawno, dawno naprawdę chciałem raz jeszcze go z Państwem posłuchać, no ale dopiero dzisiaj nadarzyła się okazja. A teraz, teraz kompozycja, która przyszła mnie jako znienacka do głowy dziś po południu, właściwie wczoraj po południu, w sobotę po południu. I wiedziałem już po kilkunastu minutach, że cokolwiek wydarzy się dzisiaj podczas naszego spotkania, tego utworu na pewno posłuchamy, bo to jest jeden z moich absolutnie ulubionych utworów wszech czasów - kantata "In Held 'Twas in I" grupy Procol Harum. I to będzie wersja koncertowa nagrana w Edmonton z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej i chóru w '71 roku, dokładnie szesnastego listopada ten koncert odbył się w Atlancie w Edmonton. Płyta wyszła troszkę później, ja pamiętam, słuchałem jej też z Programu Trzeciego gdzieś pod koniec roku '72 i też mi się ona chyba kojarzy ze świętami, tak więc nic dziwnego, że nagle, nagle mi się przypomniała. Proszę Państwa, "Glimpses of Nirvana", "Twas Tea-Time at the Circus", "In the Autumn of My Madness", "I Know If I've Been Wiser" i "Grande Finale". Pięć części, dziewiętnaście minut z sekundami, grupa Procol Harum i jej no chyba najwspanialszy utwór "In Held 'Twas in I".

 

56. Procol Harum - In Held 'Twas in I

- Glimpses of Nirvana - 'Twas Tea-Time at the Circus - In the Autumn of My Madness - Look to Your Soul "I Know If I've Been Wiser" - Grande Finale

 

57. Komentarz Tomasza

Zawsze, gdy słucham tej kompozycji, to nie mogę opanować drżenia rąk, czuję takie mrowienie w krzyżach i coś mnie ściska w dołku, to jest naprawdę kompozycja, którą się przeżywa - Procol Harum utwór "In Held 'Twas in I". Dosłownie "W zawieszeniu to było we mnie", ale jeśli przyjrzymy się bliżej tytułom poszczególnych części suity zobaczymy, że po słowach "In Held" pozostałe trzy "'Twas in I" to początki poszczególnych części, bo pierwsza to "Glimpses of Nirvana", a później "Twas Tea-Time at the Circus", "In the Autumn of My Madness", "I Know If I've Been Wiser" i finał "Grande Finale". Wersja koncertowa nieporównywalnie lepsza od studyjnej, chociaż studyjna też ma swoje dobry strony, bo tam, chociażby w "In the Autumn of My Madness", śpiewa Matthew Fisher, którego tutaj już w zespole Procol Harum nie ma. I teraz, teraz coś zupełnie innego, coś z zupełnie innej beczki, obiecałem Państwu jeszcze dwa tygodnie ostatnią płytę Steve'a Harleya i Cockney Rebel - "Love's a Prima Donna", która w zeszłym roku dopiero pojawiła się na płycie kompaktowej. Już fragmentów kiedyś słuchaliśmy, ale dzisiaj chciałbym, żebyśmy posłuchali więcej, bo to jest bardzo dziwna płyta, zupełnie nieporównywalna z tymi pierwszymi nawet nieporównywalna z tymi następnymi. Po prostu tutaj Steve Harley właściwie można powiedzieć, bawił się trochę muzyką rockową, robił trochę dziwnych rzeczy, można powiedzieć, cała ta płyta jest jakby takim wielkim pastiszem, pastiszu rockowych. "Seeking a Love", "G.I. Valentine", "Finally a Card Game" i "Too Much Tenderness" to będą pierwsze cztery utwory połączone w jedną całość i zobaczą Państwo, że tutaj dzieją się naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dziwne rzeczy. Steve Harley.

 

58. Steve Harley & Cockney Rebel - Seeking a Love

59. Steve Harley & Cockney Rebel - G.I. Valentine

60. Steve Harley & Cockney Rebel - Finally a Card Game

61. Steve Harley & Cockney Rebel - Too Much Tenderness

62. Komentarz Tomasza

Steve Harley & Cockney Rebel, płyta numer pięć z roku 1976, pod koniec '76 się ukazała, "Love's a Prima Donna". No i cóż chyba zgadzają się Państwo ze mną, że to chyba najdziwniejsza płyta, jaką Steve Harley popełnił. Przynajmniej po pierwszych jego dokonaniach takich bardzo symfoniczno można powiedzieć kabaretowych w niektórych momentach, jak "Human Menagerie" czy "Psychomodo", po płytach dosyć dylanowskich i rockowych, takich jak "The Best Years of Our Lives" czy "Timeless Flight", ta płyta jest naprawdę dziwna, ale jeszcze dziwniejsze rzeczy się będą dziać za chwilę. "Carry Me Again", później "Here Comes the Sun" z repertuaru Beatlesów oczywiście w bardzo niezwykłej wersji, wręcz niepodobnej do oryginału, później "Innocence and Guilt" utwór zdecydowanie wyróżniający się na tej płycie, ale bynajmniej nie tak piękny jak "Ritz" czy "Sebastian" chociażby i na koniec "Is It True What They Say?". Ponownie Steve Harley & Cockney Rebel.

 

63. Steve Harley & Cockney Rebel - Carry Me Again

64. Steve Harley & Cockney Rebel - Here Comes the Sun

65. Steve Harley & Cockney Rebel - Innocence and Guilt

66. Steve Harley & Cockney Rebel - Is It True What They Say?

67. Komentarz Tomasza

"Is It True What They Say?" - "Czy prawdą jest to, co mówią?" utwór ten kończył się dialogiem dwóch fanek, które zachwycają się członkami zespołu i mówią, że każdy jest cudowny, cudowny, cudowny, cudowny. Taka typowa mowa trawa, z której zakpił sobie Steve Harley, rezygnując wtedy z dalszego działania z zespołem Cockney Rebel, z którym nagrał jeszcze koncertową płytę "Face to Face" i rozwiązał go definitywnie. To był rok 1976, płyta nazywała się "Love's a Prima Donna" i myślę, że jeszcze dwa utwory zmieścimy dzisiaj: tytułowy oraz kończący stronę pierwszą utwór "Sidetrack II".

 

68. Steve Harley & Cockney Rebel - (I Believe) Love's a Prima Donna

69. Steve Harley & Cockney Rebel - Sidetrack II

70. Komentarz Tomasza

Steve Harley i Cockney Rebel. Myślę, że byłoby nawet chyba lepiej, gdyby ta płyta kończyła się tym utworem, oryginalnie tak kończyła się strona pierwsza - "Sidetrack II". "Love's a Prima Donna", płyta z 1976 roku. Proszę Państwa i to już, to już będzie wszystko na dzisiaj, za tydzień Piotr Kosiński i ja wspólnie od północy do siódmej rano. A tymczasem wraz z Johnem i Yoko życzę Państwu miłych i wesołych świąt, proszę się nie opychać, bo to osłabia słuch, a za tydzień potrzebujemy Państwa uszu. Do usłyszenia.

 

71. John Lennon - Happy Xmas (War is over)

72. Komentarz Romana Dziewońskiego

Są takie piosenki, dobrze, że są. Ta no i może jeszcze "What a Wonderful World" Louisa Armstronga mają w sobie coś tak uroczego i cudownego jak ilustracje z książek naszego dzieciństwa albo z tych książek naszych rodziców czy babć. To znaczy, myślę nie o tych, które są teraz, bo obojętnie co tworzymy czy Pinokia, czy Królewnę Śnieżkę albo jakiegoś naszego poczciwego na przykład... no nie wiem, niech to będzie jakiś niedźwiadek to on i tak będzie narysowany tak, jak u Disneya, czyli kompletnie wymóżdżone, kolejne rysowanie pod jedną sztampę. A te nagrania są ciepłe, są wspaniałe, są przepełnione radością. No i cóż, Tomasz Beksiński powolutku znika i odchodzi, ale zagroził tu Państwu poważnie, a Państwa uczulam w szczególności, że wraz z kolegą Kosińskim pojawią się za tydzień. Mnie za to nie będzie, ja sobie zniknę, ale pojawię się o noc wcześniej. No i cóż, przychodzi mi się... powitać Państwa ten drugi raz, bo kilka godzin wcześniej się pożegnałem, ale nie będzie to już Gianmaria Testa, którym witałem się od tak dawna, pojawi się nieco inny fragment dziś w całości. To będzie pewna pantera w dodatku różowa, ale tę "Różową Panterę" dziś zagra James Moody.

 


Płyty wykorzystane w ramach audycji

Black Sabbath - Technical Ecstasy (NEMS) (1976)

Colin Bass - An Outcast Of The Islands (COLIN BASS) (1998)

Dust - Dust (1971)

Emerson, Lake & Palmer - Brain Salad Surgery (1973)

Emerson, Lake & Palmer - Then & Now (1998)

Genesis - Wind & Wuthering (1976)

Iron Maiden - Piece of Mind (1983)

James Newton Howard - Devil's Advocate (Music From The Motion Picture) (1997)

Jerry Goldsmith - The Omen (Original Motion Picture Soundtrack) (1976)

Jerry Goldsmith - Damien Omen II (Original Soundtrack) (1978)

Jerry Goldsmith - The Final Conflict (Original Motion Picture Soundtrack) (1981)

Kate Bush - Lionheart (1978)

Kin Ping Meh - Kin Ping Meh (1972)

Omega - 10 000 lépés (1969)

Procol Harum - Live in Concert With Edmonton Symphony Orchestra (1972)

Robert John Godfrey - Fall of Hyperion (1974)

Salvatore Adamo - Adamo (1964)

Steve Harley & Cockney Rebel - Love's A Prima Donna (1976)

The Gallery - Fateful Passion (1998)

The Master's Apprentices - A Toast to Panama Red (1971)

The Sisterhood - Gift (1986)