Muzyczny tort bardzo zróżnicowany smakowo
«1998-08-29»
Trójka Pod Księżycem

Audycja dzięki

Jakub L. - komentarz - treści komentarzy

Wojtek z Łodzi - opis - opis i opracowanie

J.Sulisławski - pochodzenie

AkoBe - pochodzenie - uzupełnienia

Opis

1. Joel Goldsmith - Kull the Conqueror - Kull the Conqueror (1997) - muzyka do filmu

2. Komentarz Tomasza

Wita Państwa Tomasz Beksiński, dobry wieczór. To już nasza trzecia wspólna noc w blasku trójkowego księżyca po dłuższej przerwie. Wydaje mi się, że zaczynamy się znowu do siebie przyzwyczajać, przynajmniej mam taką nadzieję. Z Państwa listów przemawia jednak pewnie zdziwienie, że jest jakby inaczej, ale tak właśnie ma być, zresztą o tym porozmawiamy dzisiaj później. Oprócz tego mam dla Państwa trochę intrygujących płyt, dwa koncerty: Lacrimosa i Grand Funk Railroad, kilka powtórek z piwnicy, a także, także muzykę grupy Wishbone Ash z dziewiątego i dziesiątego albumu, które niedawno zostały na kompaktach wreszcie wznowione. Ale zanim się wgryziemy w ten muzyczny tort, który dla Państwa przygotowałem, a z góry zapowiadam, będzie bardzo zróżnicowany smakowo, to jeszcze pozostańmy na chwilę przy muzyce, którą się przywitaliśmy. To jest muzyka Joela Goldsmitha do filmu "Kull zwycięzca" i wydaje mi się, jest to jedna z tych filmowych płyt, które możemy pokochać całym sercem. Przywitałem Państwa utworem tytułowym, mam nadzieję, że rozbudziłem apetyt na więcej.

 

3. Joel Goldsmith - Kull's Initiation - Kull the Conqueror (1997) - muzyka do filmu

4. Joel Goldsmith - Askalante on Ice - Kull the Conqueror (1997) - muzyka do filmu

5. Komentarz Tomasza

Joel Goldsmith to syn Jerry'ego Goldsmitha znanego autora muzyki filmowej, który już od bardzo wielu, kilkudziesięciu lat, komponuje muzykę i na pewno niejedną muzykę z niejednego filmu, przez niego skomponowaną, Państwo świetnie znają i bardzo lubią. Mam nadzieję, że jego syn okaże się równie oryginalny i ciekawy. W każdym razie muzyka do filmu "Kull zwycięzca" to jest taki właściwie "Conan Barbarzyńca" tylko trochę z mniejszym zadęciem, bardziej na komiksowo zrobiony, myślę, że ta muzyka no w przyszłości będzie nam często towarzyszyć. Proszę Państwa, dzisiaj będziemy jeszcze wracać oczywiście do tej płyty, ale teraz chciałbym jeszcze dwie rzeczy powiedzieć, zanim będziemy kontynuować słuchanie przygotowanego materiału muzycznego. Pierwsza sprawa to nie wiem, czy będę za tydzień, może będę, może nie, bo jeszcze nie udało mi się skontaktować z Piotrem Kosińskim, który wyjechał na urlop. Jeśli będzie chciał za tydzień się pojawić, to będzie tutaj już z Państwem, a jeśli nie to spotkamy się za tydzień. W każdym razie, jeśli Piotr się za tydzień pojawi, to ja będę za dwa tygodnie, to z góry uprzedzam, proszę się nie martwić. I następna sprawa jeszcze, o której chciałem Państwu powiedzieć, to właściwie powinienem o tym powiedzieć później, ale powiem już teraz, żeby przygotować wszystkich. Pewien zespół, który lubimy, który lubiliśmy w każdym razie wiele lat temu, niebawem przyjedzie do Polski, nazywa się Clan of Xymox i wystąpi 9 października w Legnicy, ale o tym za chwilę. Natomiast teraz dziękuję bardzo serdecznie za wiele listów, w których wyrazili Państwo zadowolenie z prezentacji nagrań zespołu Rammstein, który towarzyszy mi od kilku miesięcy i bardzo często pozwala mi się rano zbudzić. Teraz chciałbym, żebyśmy posłuchali jednego z moich absolutnie ukochanych utworów tego zespołu, którego słucham najczęściej.

 

6. Rammstein - Du Hast

7. Komentarz Tomasza

"Du Hast mich", czyli "Masz mnie" grupa Rammstein. Z dedykacją dla tych wszystkich, którzy czekali na nasze kolejne spotkania. Dwa tygodnie temu powiedziałem Państwu, że ten zespół oprócz tego, że świetnie się go słucha, również jest bardzo praktyczny. Jeśli mamy głośnego sąsiada, który robi remont, który kłuje młotkiem przez cały dzień, puszczamy Rammstein na całym regulator, tak żeby jemu tynk sypał się na głowę i naprawdę jest to świetne panaceum. Proszę Państwa, teraz natomiast tynk posypie się nam wszystkim chyba na głowy, jeśli pójdziemy do kina naaaa... na co? No niech Państwo sami zgadną.

 

8. Blue Öyster Cult - Godzilla

9. Komentarz Tomasza

Grupa Blue Öyster Cult i "Godzilla" oczywiście. Miałem ochotę tutaj zaryczeć w studiu tak jak ten słynny japoński potwór, ale praktykowałem przez chwilę i wyszedłem z założenia, że nie najlepsza jest tu jednak akustyka do tego rodzaju zabawy. Poza tym mógłbym znowu zrobić to, co kilka lat temu, kiedy zakrakałem i cała aparatura przysiadła na mniej więcej dwadzieścia sekund, bo było to zdecydowanie za głośno. Tak więc muszą Państwo wybrać się do kina na nową, amerykańską wersję "Godzilli" i posłuchać jak ryczy, podobno potwór jest zupełnie inny. Ja jeszcze filmu nie widziałem, ale za to będąc w Anglii, kupiłem kilka starych, japońskich filmów z cyklu przygody "Godzilli", są tanie, raptem po 6 funtów i w wersji widescreen no i oglądałem je. Początkowo po kilku pierwszych minutach wydało mi się, że bez pół litra ani rusz, ale potem jakoś poszło i ciekaw jestem strasznie, jak prezentuje się teraz ta nowa "Godzilla", także może o tym porozmawiamy, kiedy się spotkamy następny raz. Mówiłem przed kilkunastoma minutami o tym, że zespół Xymox zamierza do Polski przyjechać, doniesiono mi o tym niedawno i muszę przyznać, jestem troszeczkę skonfundowany, bo kiedyś bardzo lubiłem ten zespół. Pamiętam koncert Xymox'u na festiwalu "Marchewka" w 1988 roku, kiedy zespół był u szczytu popularności w naszym kraju i także u szczytu swoich możliwości twórczych. Jak się później okazało, następne płyty już nie były na tym poziomie, ale miejmy cichą nadzieję, że skoro grupa zeszła się podobno w starym składzie to może również zagra dużo starego materiału. Teraz jest taki "trynd", jak to się nieładnie mówi, żeby wracać do przeszłości, tak więc my sobie wróćmy do pierwszej płyty grupy Xymox, utwór nazywa się "Cry in the Wind".

 

10. Clan Of Xymox - Cry in the Wind

11. Komentarz Tomasza

Zespół Xymox wystąpi 9 października w klubie o nazwie "Sunlight" w Legnicy, a towarzyszyć mu będzie nasza lubiana grupa Fading Colours. Będziemy jeszcze o tym mówić w miarę zbliżania się tej daty. Proszę Państwa, pogoda jak na koniec sierpnia jest bez mała dziwna.

 

12. Marianne Faithfull - Strange Weather

13. Komentarz Tomasza

To raczej wrześniowa muzyka, ale pod koniec sierpnia już zabrzmiała tak, jak trzeba. Marianne Faithfull - "Strange Weather", ten utwór dzisiaj po prostu z pewnych względów musiał się znaleźć w programie. Gdy słuchamy takiej muzyki, gdy za oknem jest tak, jak jest, to wtedy najczęściej spoglądamy za dnia na półkę z płytami, a wieczorem, jeśli mamy w tym kierunku inklinacje, na półkę z wideokasetami. Natomiast kiedy już spotykamy się tutaj na antenie, to w nocy będziemy słuchać płyt oczywiście, a nie oglądać filmy. Także mam dla Państwa za chwilę płytę, której dzisiaj po południu słuchałem, żeby sobie umilić pogodę między jednym a drugim pojawieniem się słońca, bo kiedy zachodziło, robiło się strasznie ponuro. Będzie to płyta kupiona kilka dni temu, Państwo pisali do mnie w listach z zapytaniem, czy pojawi się ta płyta niedługo, oczywiście. I ja po prostu nie miałem, że tak powiem czasu ani nawet pieniędzy, żeby ją kupić przed wyjazdem swoim do Londynu, ale zrobiłem to w tym tygodniu, to koncertowy, dwu kompaktowy album grupy Lacrimosa. Ale zanim przejdziemy do tej muzyki mam jak gdyby obowiązek coś Państwu powiedzieć. Otóż w kilku listach zaczynają pojawiać się niepokojące pytania, co się dzieje z naszym stałym sygnałem. Z Krakowa Joanna napisała do mnie: "Proszę, jeśli nie chcesz z jakichś względów wrócić do różowo-kropkowego sygnału to wymyśl inny, równie piękny, stosownie prezentujący audycję, bo tak to jest trochę nijako". Mam nadzieję, że nie jest nijako, proszę Państwa, ale cóż dzisiaj dostałem list od naszego stałego sympatyka - Henryka Nosferatu, który pisze, że audycja bez sygnału jest między innymi, jak papuga bez dzioba, a wampir bez zębów, dentysta bez maszyny do wiercenia dziur, w zębach oczywiście, Tom bez Jerry'ego i tak dalej i tak dalej. Proszę Państwa, na razie tego sygnału nie będzie i ja może powiem w kilku tylko słowach dlaczego. Bałem się, naprawdę bałem się tego powrotu na antenę po dłuższej przerwie, bo bałem się, że będę musiał się tłumaczyć, dlaczego i różne takie sprawy tutaj przed Państwem odkrywać, o których nie chciałbym po prostu mówić. Uznajmy więc, że pewien rozdział jak gdyby się skończył, po prostu musimy iść naprzód, nie oglądać się za siebie, a jeśli coś z przeszłości będzie do nas wracać, to będzie wracać dlatego, że w danym momencie po prostu przyjdzie na to czas. Na razie oficjalnie zastępuję Piotra Kosińskiego, więc tym bardziej naszego kropkowego sygnału nie ma, a może kiedyś będzie, nie wiem. Może też niektóre dawne klimaty powrócą, ale nie dlatego, że ja głęboko siedzę po szyję w pewnym dołku, z którego udało mi się, mam nadzieję, wyjść tylko dlatego, że po prostu taki klimat w danym momencie mi podejdzie albo coś mi się skojarzy i będę chciał Państwu o tym opowiedzieć. Będziemy jeszcze o tym dzisiaj rozmawiać, bo mam tu kilka listów, ale nie chciałbym teraz mówić za długo, bo czeka nas spory odcinek muzyki i sądzę, że już niektórzy z Państwa są rozgrzani do czerwoności. Koncert grupy Lacrimosa, dwie płyty, prawie dwie godziny muzyki, z której sporo dzisiaj w programie się pojawi. Za moment pierwsze trzy utwory, które cały album otwierają, a więc "Lacrimosa Theme" innymi słowy utwór, który znalazł się na początku płyty "Inferno", później "Ich bin der brennende Komet" i utwór pod tytułem "Vermächtnis der Sonne", to będzie ponad trzynaście minut muzyki. Lacrimosa z albumu koncertowego "Live".

 

14. Lacrimosa - Lacrimosa Theme - (live)

15. Lacrimosa - Ich bin der brennende Komet - (live)

16. Lacrimosa - Vermächtnis der Sonne - (live)

17. Komentarz Tomasza

Brawa dla zespołu Lacrimosa, płyta "Live" wydana kilka miesięcy temu. Cieszę się bardzo, że Państwo o niej wiedzą, wiem, że była reklamowana w Tylko Rocku, ale bardzo cieszy mnie fakt, że ten zespół zaczyna się przyjmować. Zresztą w kilku listach, które otrzymałem, sugerowali Państwo, wręcz podkreślali, że dzięki pojawieniu się w Programie Trzecim właśnie podczas naszych, księżycowych, nocnych, sobotnich spotkań ta grupa w ogóle zaistniała na naszym rynku. I mnie też cieszy fakt, że kiedy poszedłem do Digitalu, to nie musiałem pytać nikogo o zespół Lacrimosa i nikt nie robił wielkich, okrągłych oczu i pytał, czym to się je, tylko po prostu wziąłem płytę z półki, a było nawet kilka egzemplarzy. Lacrimosa - "Live", wrócimy jeszcze na ten koncert dwukrotnie albo nawet trzykrotnie, bo chciałbym, żeby to była płyta naszej dzisiejszej nocy. Natomiast teraz jeszcze przez chwilę Joel Goldsmith i bardziej rockowy wręcz metalowy fragment muzyki do filmu "Kull the Conqueror", czyli "Kull zwycięzca", potem serwis Trójki no, a potem, potem dalszy ciąg naszego muzykowania w blasku księżyca.

 

18. Joel Goldsmith - Deep Freeze - Kull the Conqueror (1997) - muzyka do filmu

19. Komentarz Tomasza i sygnał serwisu Trójki (1:00)

I w ten sposób dotarliśmy prawie do godziny pierwszej. Serwis Trójki.

 

20. Serwis Trójki (Wojciech Krzyczkowski)

21. Komentarz Tomasza

Który przygotował i przedstawił Wojciech Krzyczkowski.

 

22. Sygnał Trójki

23. Wishbone Ash - You See Red

24. Komentarz Tomasza

Rok 1978, dziewiąta studyjna płyta grupy Wishbone Ash - "No Smoke Without Fire". Pamiętam, że wtedy zaskoczyła mnie ta płyta bardzo pozytywnie, bo będąc wielkim, wielkim naprawdę sympatykiem grupy Wishbone Ash, czułem się troszkę zawiedziony poprzednimi albumami, tak od albumu "There's the Rub", ze słynną "Persefoną", było później coraz gorzej. Właściwie płyta szósta była naprawdę okropna, a siódma i ósma takie sobie, natomiast dziewiątka okazała się po prostu rewelacją i w tej chwili po latach utwierdziłem się jeszcze w tym przekonaniu, naprawdę ta muzyka brzmi wspaniale. Zresztą chyba zdążyli się już Państwo przed chwilą przekonać - "You See Red" - "Widzisz na czerwono ze złości", utwór, który był wtedy także przebojem wydanym na singlu. Chyba stało się tak za sprawą Dereka Lawrence'a - producenta, który z grupą Wishbone Ash zrobił pierwsze trzy płyty, później z różnych względów muzycy nie współpracowali z nim, podobno między innymi dlatego, żeby płyta czwarta nie przypominała "Argusa", którym odnieśli wielki sukces, chcieli zrobić koniecznie coś innego i wydaje mi się, trochę zbłądzili. Derek Lawrence w '78 roku wykonał znowu kawał wspaniałej roboty. Jeszcze przez chwilę zostańmy przy tej muzyce, proszę Państwa. Ja przyniosłem tę płytę z sobą dwa tygodnie temu, ale jakoś nie zmieściło się z niej nic, przyniosłem ją z sobą tydzień temu i też nie zmieściło się z niej nic, więc teraz jeszcze dwa utwory: "Baby the Angels Are Here" i "Stand and Deliver".

 

25. Wishbone Ash - Baby the Angels Are Here

26. Wishbone Ash - Stand and Deliver

27. Komentarz Tomasza

"Baby the Angels Are Here" - "Anioły są tu z nami" oraz "Stand and Deliver", co można z pewnym poczuciem humoru przetłumaczyć "Rączki w górę, majtki w dół, pieniądze na stół". Grupa Wishbone Ash w składzie: Andy Powell, Martin Turner, Laurie Wisefield i Steve Upton. Płyta "No Smoke Without Fire", czyli "Nie ma dymu bez ognia" i rok 1978, rzeczywiście to bardzo ognista płyta i cieszę się, że wciąż tak obficie się z niej dymi. Proszę Państwa, jeszcze grupa Wishbone Ash za godzinę z płyty dziesiątej, "Just Testing", która też została niedawno wznowiona i dystrybuowana jest przez firmę BMG, ale niestety nie przez polski oddział. Po prostu tutaj nikt już chyba nie dba o to, żeby sprowadzać interesujące płyty, gdyby to były jakieś raperskie przeróbki muzyki Wishbone Ash, dokonane przez jakiegoś półgłówka, to na pewno wyrzucono by nawet pieniądze na reklamę, ale cóż proszę Państwa, prawdziwa muzyka i tak broni się sama. Cóż jeszcze chciałbym powiedzieć, polski BMG też na pewno nie będzie dystrybuował drugiego albumu Rory'ego Gallaghera - "Duce", który uwaga, uwaga nareszcie ma się ukazać we wrześniu na kompakcie, ale myślę, że Jacek "Megadisc" Leśniewski nas tutaj uratuje. Otrzymałem list z Bochni od słuchacza, który napisał, że cieszy się bardzo, że wróciłem, ale tytułuje mnie nadal obywatelem numer 656. Oficjalnie informuję, że już nim nie jestem między innymi dlatego, że klub wampirów przestał istnieć. To towarzystwo wzajemnej adoracji zresztą rozczarowało mnie całkowicie i rozwiązało się wiosną tego roku. Myślę, że po prostu znudziło im się już bicie piany o niczym i te spotkania w pubach, podczas których rzekomo nic się nie działo, jak, jak donosili mi znajomi z Anglii. Tak więc nie jestem już żadnym obywatelem 656 i cały tamten rozdział naprawdę zamknijmy. Cieszę się jednak, że ten sam słuchacz napisał: "Nie jesteś dla mnie zgredem puszczającym jakąś starą muzykę, chciałbym, żebyś o tym wiedział", to à propos artykułu w Tylko Rocku, w którym napisałem, że tak się troszkę czułem. Bardzo się cieszę, proszę Państwa i z tego względu teraz będzie trochę starej muzyki, prosili Państwo o kilka takich utworów, rodzynków, które odkrywaliśmy tutaj w piwnicy i nie tylko. Indian Summer to zespół, który szczególnie się podobał, utwór oczywiście nazywa się "God Is the Dog", a później grupa Raw Material i utwór "Ice Queen" - "Lodowa królowa", ten, w którym najbardziej słychać "Killera" z repertuaru Van Der Graafa, to był zresztą zespół, który bardzo podobnie debiutował. A więc Indian Summer i Raw Material w ramach takiego szybkiego skoku w daleką, zamierzchłą przeszłość.

 

28. Indian Summer - God Is the Dog

29. Raw Material - Ice Queen

30. Komentarz Tomasza

Powiało trochę upiornym chłodem, chociaż to dopiero koniec sierpnia, myślę, że wrócimy do tego utworu, kiedy zrobi się naprawdę zimno. Indian Summer - "God Is the Dog" i przed chwilą grupa Raw Material to był utwór o stosownym tytule "Ice Queen", czyli "Królowa lodu". Wracamy na koncert grupy Lacrimosa, rozgrzejemy się. Trzy utwory: "Versiegelt glanzumströmt" w niesamowitej wersji, gdzie rolę gitary akustycznej zastąpił fortepian, później "Versuchung" i nowy utwór, uwaga, uwaga, utwór nowy, premierowy pod tytułem "Darkness", czyli "Ciemności". Słuchamy.

 

31. Lacrimosa - Versiegelt glanzumströmt - (live)

32. Lacrimosa - Versuchung - (live)

33. Lacrimosa - Darkness - (live)

34. Komentarz Tomasza i sygnał serwisu Trójki (2:00)

Zespół Lacrimosa, płyta koncertowa Lacrimosa - "Live". Tilo Wolff - śpiew, instrumenty klawiszowe, Anne Nurmi - instrumenty klawiszowe i śpiew, jeszcze i tak nie słyszeliśmy, ale jeszcze ją usłyszymy dzisiaj, tajemniczy AC na instrumentach perkusyjnych, Jay P. na gitarze basowej i dwóch gitarzystów: Sascha Gerbig i J. "Piesel" Küstne. Myślę, że na koncercie byłoby jeszcze bardziej gorąco i jeszcze bardziej ekscytująco, no ale może kiedyś się doczekamy, na razie mamy tylko koncertową płytę, do której dziś jeszcze myślę dwukrotnie wrócimy. Jest punktualnie druga. Serwis Trójki.

 

35. Serwis Trójki (Wojciech Krzyczkowski) - fragment

36. Sygnał Trójki

37. Joel Goldsmith - Rebirth of Aki - Kull the Conqueror (1997) - muzyka do filmu

38. Komentarz Tomasza

Trzecią godzinę naszego dzisiejszego, księżycowego spotkania w Programie Trzecim otworzyliśmy kolejnym fragmentem muzyki Joela Goldsmitha do filmu "Kull zwycięzca". I teraz, tak jak obiecałem, następna, dziesiąta płyta grupy Wishbone Ash, jedna z tych dwóch, dziewiąta i dziesiąta, które zostały ostatnio wznowione wreszcie na płytach kompaktowych i moim zdaniem jest to taka ostatnia naprawdę intrygująca płyta tego zespołu. Wprawdzie zespół już tutaj zaczął zdecydowanie zdradzać inklinacje hardrockowe, ale na tej płycie jeszcze wyjątkowo intrygująco to wyszło, melodyjnie przede wszystkim. I ta płyta jakby pointuje albumową dekadę działalności Wishbone Ash, to był rok 1979, kiedy została nagrana, a ukazała się na samym początku 1980 - "Just Testing" - taki był tytuł tej płyty. Trzy utwory wybrałem dla Państwa, trzy pierwsze zresztą: "Living Proof", "Haunting Me" oraz "Insomnia".

 

39. Wishbone Ash - Living Proof

40. Wishbone Ash - Haunting Me

41. Wishbone Ash - Insomnia

42. Komentarz Tomasza

Grupa Wishbone Ash, muzyka z płyty "Just Testing" niedawno wydanej wreszcie na płycie kompaktowej. Ostatnia płyta grupy Wishbone Ash w tym można powiedzieć prawie oryginalnym składzie: Andy Powell, Martin Turner, Laurie Wisefield, który zastąpił Teda Turnera po czwartym albumie i Steve Upton. Już w następnym roku nie było w grupie Wishbone Ash Martina Turnera, a pojawił się John Wetton i różne dziwne rzeczy działy się z grupą Wishbone Ash, nawet kiedyś doszło do reaktywacji w oryginalnym składzie, ale to już nie były takie same płyty jak w latach siedemdziesiątych. Słuchaliśmy utworów: "Living Proof" - "Żywy dowód", "Haunting Me" - "Nawiedzasz mnie" i "Insomnia" - "Bezsenność", ten ostatni utwór dedykuję tym wszystkim słuchaczom Programu Trzeciego, którzy cierpią na bezsenność, mam nadzieję, że są z nami. I teraz płyta, o której wspomniałem dwie godziny temu, że dziś się pojawi, wiem, że już zniecierpliwienie narosło tak bardzo, że najwyższy czas, żebyśmy po tę płytę sięgnęli. Ja też dość długo na nią czekałem, bo wiedziałem, że jest, ale jakoś tak się nie składało, żeby trafiła mi w ręce. Grand Funk Railroad, płyta, która nazywa się "Bosnia", jest to dwu-kompaktowe wydawnictwo, koncert, który odbył się w kwietniu zeszłego roku i był to koncert dobroczynny na rzecz Bośni i Hercegowiny, ale koncert niezwykły zupełnie, ponieważ grupa wystąpiła w drugiej części z wielką orkiestrą symfoniczną, a zawsze marzyła o czymś takim. Może dobór utworów w niektórych momentach troszkę zastanawiać, bo w końcu Grand Funk Railroad to znakomity amerykański zespół, który działał na przełomie lat sześćdziesiątych i przez całe lata siedemdziesiąte. Nagrał naprawdę wiele wspaniałych kompozycji, a dobór utworów takich jak: "Rock & Roll Soul" czy na przykład "Some Kind of Wonderful", czy "The Loco-Motion" no na tak wielki koncert, po tylu latach, no może troszkę dziwić. Ale są tutaj naprawdę wielkie perły i ja pozwolę sobie Państwu teraz przedstawić finał tego całego przedsięwzięcia, finał, który mnie podoba się najbardziej. Najpierw będzie może przeciętny utwór "Bad Time", ale przechodzący później w słynną kompozycję "I’m Your Captain/Closer to Home", która już przed laty została nagrana z towarzyszeniem orkiestry, a na zakończenie płyty i tego odcinka, który Państwu teraz przedstawię, będzie mój absolutnie ukochany utwór Grand Funk Railroad - "Loneliness" - "Samotność". Utwór, który kiedyś w Programie Trzecim usłyszałem, to był '72 rok na wiosnę, w "Minimaxie" oczywiście i muszę Państwu powiedzieć, powalił mnie wtedy ten utwór, a jeszcze wtedy nie słyszałem takich grup jak King Crimson czy Pink Floyd. To będzie naprawdę wielkie nagranie, tak więc przed Państwem Grand Funk Railroad z orkiestrą symfoniczną.

 

43. Grand Funk Railroad - Bad Time - (live)

44. Grand Funk Railroad - I’m Your Captain/Closer to Home - (live)

45. Grand Funk Railroad - Loneliness - (live)

46. Komentarz Tomasza

Dobrze, że ukazała się taka płyta. Grupa Grand Funk Railroad i koncert z wielką, orkiestrą symfoniczną, który odbył się w kwietniu zeszłego roku, koncert dobroczynny dla Bośni i Hercegowiny. Nie byliśmy tam, ale dzięki tej płycie możemy tam być, ilekroć zechcemy. Jeszcze ta płyta powróci dzisiejszej nocy, bo jeszcze mamy ponad godzinę do czwartej rano. Za tydzień być może się spotkamy, a może nie, jeśli Piotr Kosiński wróci i będzie chciał Państwu coś ciekawego przedstawić albo opowiedzieć, zobaczymy, tak więc pozostawiam Państwa w niepewności i zapraszam do słuchania nas w przyszłym tygodniu. Natomiast teraz jeszcze obiecałem na chwilę sięgnąć do Państwa listów i kilka takich kwestii wyjaśnić dotyczących między innymi mojej nieobecności na antenie. Joanna z Warszawy napisała bardzo piękny list, dużo w nim słusznych uwag o zmianach w naszym świecie, o wszech dostępności muzyki i co za tym idzie jakby o zaniku jej ważności, ale napisała coś, z czym się zgodzić nie mogę, napisała, że: "Nie mogę ingerować w Pana samotność", a tą samotnością nazwała moje odejście. Ja wcale nie odszedłem w samotność, proszę Państwa, to nie była ucieczka w samotność, to było jak gdyby zamknięcie za sobą pewnych drzwi i zresztą wcale nie byłem przez ten czas samotny, wręcz przeciwnie, może wyjątkowo nawet mniej samotny niż kiedykolwiek. A przede wszystkim udało mi się odzyskać siebie i dojść do pewnych wniosków. Na przykład słuchacz z Chorzowa napisał coś takiego: "Z czasem w audycjach", tych naszych nocnych, "fascynacja muzyką ustępowała fascynacji makabrą i sensacją. Czasami pojawiały się słowa, po których nie pozostawało nic innego jak wyłączyć odbiornik, żeby nie stracić nagromadzonej przez lata sympatii. Słuchacze mylili Pana z poradnią zdrowia psychicznego, powierzając swoje problemy egzystencjalne, w istocie przesadna to odpowiedzialność dla dziennikarza muzycznego, a w zamian epatowani byli kaskadą niespełnionych tęsknot". No nie można tego było lepiej ująć, dlatego teraz, proszę Państwa, w tych audycjach będzie więcej muzyki, a mniej mnie i mniej różnych takich właśnie rzeczy. Zresztą Grzegorz z Rzeszowa napisał, napisał wprawdzie, że: "Prezenter radiowy to nie jest maszyna cyfrowa do zapowiadania kolejnych utworów, to myślące stworzenie, człowiek", dziękuję bardzo", który ma swoje życie, swoje przemyślenia i tym się dzieli ze słuchaczami. Wytwarza się wtedy bardzo intymna atmosfera, a radio staje się czymś więcej niż kupą złomu, która potrafi w sobie wskrzesić jakiś dźwięk, tak więc proszę się wywnętrzniać do woli przed mikrofonem radiowym, a mnie to pozwala przetrwać niektóre trudne okresy". Grzegorzu, jak będę miał coś takiego naprawdę bardzo na duszy, to na pewno powiem o tym, ale, ale takie różne moje czarne, sarkastyczne uwagi będą raczej się pojawiały na łamach Tylko Rocka, gdzie powstała właśnie rubryka pod tytułem "Opowieści z krypty" i sądzę, że w ten sposób spróbujemy na razie. A jak już powiedziałem, w Trójce będzie przede wszystkim muzyka, od której, jak zauważyłem ostatnio, odsunąłem się dość poważnie i chciałbym to nadrobić. Chciałbym, żebyśmy po prostu słuchali. Chciałbym, żebyśmy często zmieniali płyty. Chciałbym, żebyśmy często cofali się w przeszłość, bo jak już wielokrotnie podkreślałem, współczesna muzyka do mnie nie trafia, poza nielicznymi wyjątkami, i jeśli naprawdę nie uważają mnie Państwo za zgreda, który żyje przeszłością, to strasznie się cieszę i z chęcią będę z Państwem słuchał różnych, starych płyt. I teraz właśnie coś takiego znowu, taki mały... mała wizyta w piwnicy. Najpierw grupa Steel Mill, czyli Stalowy Młyn i to będzie zespół, który się bardzo nam kiedyś podobał, zespół grający taką dosyć rockową muzykę, to będzie utwór "Blood Runs Deep", a później zespół Andromeda.

 

47. Steel Mill - Blood Runs Deep

48. Andromeda - Return to Sanity

49. Komentarz Tomasza

W tamtych czasach brutalnie wyciszano niektóre utwory. "Return to Sanity", czyli "Powrót do zdrowia psychicznego", kompozycja grupy Andromeda, w której śpiewał w '69 roku, na jedynej zresztą płycie, John Du Kann, późniejszy wokalista Atomic Rooster. A wcześniej grupa Steel Mill, czyli Stalowy Młyn i utwór "Blood Runs Deep" z '71 roku, też z jedynej płyty "Green Eyed God". Wracamy na koncert zespołu Grand Funk Railroad, stare utwory, ale zagrane świeżo, niedawno i z niesamowitym werwą. Najpierw mieszanka trzech tematów: "Paranoid", ale nie ten Black Sabbath tylko inny, "Sin's a Good Mans Brother" i "Mr. Limosine Driver", a później przewspaniały "Heartbreaker".

 

50. Grand Funk Railroad - Medley: Paranoid/Sin's a Good Mans Brother/Mr. Limosine Driver - (live)

51. Grand Funk Railroad - Heartbreaker - (live)

52. Komentarz Tomasza

Aż rzeczywiście coś kuje w sercu, gdy słucha się tego utworu to prawdziwy heartbreaker. Grupa Grand Funk Railroad z koncertu w Det, który odbył się w Detroit w zeszłym roku w kwietniu. Przenosimy się z koncertu na koncert, obiecałem, że teraz zaśpiewa Ania Nurmi. Pierwszy utwór grupy Lacrimosa nazywać się będzie "Not Every Pain Hurts", a później zobaczymy.

 

53. Lacrimosa - Not Every Pain Hurts - (live)

54. Lacrimosa - Schakal - (live)

55. Lacrimosa - Seele in Not - (live)

56. Komentarz Tomasza

Oto jak niesamowicie można czasem zmienić znany utwór, to była bardzo rockowa i bardzo porywająca wersja utworu "Seele in Not", który oryginalnie otwierał pierwszą płytę Lacrimosy w sposób bardzo kościelny wręcz, same organy i taki niesamowity nastrój, wcześniej "Schakal" i "Not Every Pain Hurts". To była Lacrimosa z albumu "Live". Na zakończenie naszego dzisiejszego spotkania jeszcze chciałbym wrócić do płyty ubiegłego naszego spotkania, płyty grupy Galahad - "Following Ghosts". Miałem dzisiaj Państwu przedstawić tylko jeden utwór zamykający tę płytę, którego jeszcze nie słuchaliśmy, ale ponieważ proszono mnie o powtórzenie pierwszego, otwierającego to myślę, że spróbujemy dzisiaj zmieścić jeszcze te dwa. To będzie ponad dziewiętnaście minut muzyki - "Myopia" najpierw, a później czternastominutowy "Shine". Grupa Galahad.

 

57. Galahad - Myopia

58. Galahad - Shine - Like a Bolt Out of the Blue - The Pain She Feels Inside - Shine On ...

59. Komentarz Tomasza

"Myopia" - "Krótkowzroczność" i "Shine" - "Blask", grupa Galahad z albumu "Following Ghosts". I tym świetlistym akcentem kończę nasze dzisiejsze spotkanie, usłyszymy się za tydzień, a może za dwa. A teraz do siódmej rano w Trójce Roman Dziewoński i coś z zupełnie innej beczki. Oto...

 

60. Gianmaria Testa - Città Lunga (Reprise)

61. Komentarz Romana Dziewońskiego

Tomasz Beksiński, który przed chwilą był łaskaw z Państwem się pożegnać i zapowiedzieć mnie, wspominał coś o pewnej beczce. Skojarzenia Tomasza z zamkniętymi pomieszczeniami, takimi dziwnymi pojemnikami na... powiedzmy z różną zawartością, mogą się kojarzyć w pierwszej chwili nieco z nietoperzami, wilgotnymi jaskiniami i tak dalej. Wilgotnie to jest za oknem, a w Trójce jest ciepło i przyjemnie nawet w specyficznej atmosferze, którą stwarza kolega Beksiński. Tu należałoby jakoś zmienić tembr głosu, nadać dziwną atmosferę, Tomasz jest niepowtarzalny, nic się z tym zrobić nie da. Kłaniam się, minęła czwarta, trzy minuty po czwartej, to wciąż godzina duchów, ale tym bardziej może, tym bardziej sympatycznych, takich milszych, chociaż Tomasz je oswoił jakoś tam i one są miłe niezwykle. Ja proponuję łagodne właśnie tematy związane ze słońcem, którego tak mało w tym roku, tej jesieni w lipcu i sierpniu było na niebie.

 


Płyty wykorzystane w ramach audycji

Andromeda - Andromeda (1969)

Blue Öyster Cult - Extraterrestrial Live (1982)

Clan Of Xymox - Clan Of Xymox (1985)

Galahad - Following Ghosts (1998)

Grand Funk Railroad - Bosnia (1997)

Indian Summer - Indian Summer (1971)

Joel Goldsmith - Kull The Conqueror (Original Motion Picture Soundtrack) (1997)

Lacrimosa - Live (CD1) (1998)

Lacrimosa - Live (CD2) (1998)

Marianne Faithfull - Strange Weather (1987)

Rammstein - Sehnsucht (1997)

Raw Material - Time Is... (1971)

Steel Mill - Green Eyed God (1972)

Wishbone Ash - No Smoke Without Fire (1978)

Wishbone Ash - Just Testing (1980)